Fragment z dziennika współczesnego (2)
- Autor: Grzegorz Trochimczuk
- Kategoria: Aktualności
- Odsłon: 1811
Grzegorz Trochimczuk
90.
Lato zaatakowało nasz ogród frontalnie. Wokół werandy oszałamiająca nawałnica zapachów. Zapach pnącej róży o niedużych różowo-białych kwiatach jest subtelny, lecz w masie rozkwieconych gałązek, które obsiadły dach i wybujały krzew bzu upaja, otwierając pierwszy rozdział aromaterapii. Od strony zachodniej w pełnym rozkwicie stoi bielusieńki jaśmin i on swoją natarczywą wonią walczy o palmę pierwszeństwa w docieraniu do naszych zmysłów powonienia. Tej obezwładniającej kąpieli aromatów chwilami, kiedy południowo-wschodni wiatr mocniej powieje od naszego niewielkiego lasku dociera do nozdrzy prawie już zapomniany egzotyczny zapach czarnego bzu. Czarny bez kończy już okres swojego białego kwitnienia, lecz jego moc wciąż oddaje nam terapeutyczna przysługę kojąc dusze. Tak czujemy – moja żona i ja – ów raj na ziemi, który stworzyliśmy sami ale którego moc czerpie teraz z czystego źródła życiodajnej natury. Nasze lato krótko trwa, więc zaczerpnijmy jego siły pełną garścią, zanim schronimy się przed dojmującym i obezwładniającym upałem wewnątrz domu, w którym klimatyzacja obniża temperaturę o co najmniej 9 stopni. Oto dobrodziejstwo cywilizacji tak często znajdującej się w opozycji do przyrody naturalnej. Jak nas pan Bóg stworzył!






