Aktualna wiadomość

Ile Pałuby jest we współczesnej poezji, skoro poezja jest w Pałubie?

Mam przekonanie, że dzisiejsze zaangażowanie wielu w „pisanie” poezji (lub jak kto woli – wierszy), co widać zwłaszcza w mediach społecznościowych i na licznych portalach poetyckich (mniej na półkach księgarskich), jest dobrym czasem na to, aby cofnąć się o ponad sto lat i zaczerpnąć z myśli Karola Irzykowskiego. On to właśnie w Pałubie rozważał kwestie poezji w swoim dziele, zwłaszcza w jego ostatnim rozdziale, zatytułowanym Szaniec Pałuby. I jeśli nie żal nam odrobiny czasu aby przyjrzeć się własnym próbom z należytym dystansem – polecam tę cenną lekturę ku rozwadze.

Okadka Pauby

Pomimo swych apostrof do czytelnika jest Pałuba książką pisaną zupełnie bez względu na czytelnika, a dla niego i przed nim. Tymczasem wszystko, co się u nas dziś pisze (przełom XIX i XX wieku – przyp. mój), pomimo pozy tworzenia bezinteresownego, samotnego, pisze się przecież wciąż z tajemną myślą o czytelniku, o tym, jakie to na nim będzie sprawiało wrażenie. Cała teraźniejsza poezja nasza obliczona jest tylko na wrażenie. Z naiwną otwartością przyznają to nawet jej teoretycy. Każdemu idzie o to, żeby małpując Baudelaire’a w myśl pochwał W. Hugo zrobić jakiś nowy dreszcz. Poeta wmyśla się z zapałem godnym lepszej sprawy w psychologię czytającego, dba o to, żeby go utrzymać w jednorazowym naprężeniu, walić go raz wraz młotem po głowie, oblicza głupstewka, boi się, by nie powtarzać tego samego wyrazu parę razy w jednym zdaniu, boby to raziło wewnętrzne ucho czytelnika, robi symfonię obliczoną w proporcjach, aby tylko nie wypuścić go spod chwilowego uroku – i czyżby taki poeta chciał popsuć filigranową architekturę swego dzieła apostrofami do czytelnika? Skazić „wieczność” poematu, wspominając o Daszyńskim? Wypadać z tonu na każdym kroku? Psuć iluzję temu czytelnikowi, który chce być przeniesiony w kraj zaczarowany, zawracać go co chwila z drogi, zmuszać do myślenia?

Więcej…

Esej

A. Wołosewicza krajobraz spod zatrzymanych słońc

O nowej książce Andrzeja Wołosewicza kilka osobistych refleksji - Grzegorz Trochimczuk

Okadka Woosewicz maa

Byłem na spotkaniu z Andrzejem Wołosewiczem, filozofem i poetą w jednej osobie. Okazją stała się nowa książka poetycka krajobraz spod zatrzymanych słońc[1], którą otrzymałem gratis od autora w zamian za pomoc w przygotowaniu wizualnej prezentacji spotkania w formie plakatu okolicznościowego. Mam ‒ obok literackiego ‒ dryg graficzny i niekiedy sposobność ujawnienia go zainteresowanym.

Czytałem książkę A. Wołosewicza we własnym zaciszu  i nie mogłem nadziwić się jak mało o autorze i jego nowym literackim wcieleniu zostało powiedziane podczas publicznej prezentacji w Domu Literatury. Bronią się jedynie recytacje utworów w wykonaniu profesjonalisty, okraszone niezbyt głęboką spowiedzią głównego bohatera promocji poświęconą opisaniu niektórych tajników jego pisarstwa, na przykład skąd bierze inspiracje dla wierszy.

Andrzej, mogę użyć imienia z racji naszego koleżeństwa, przede wszystkim pisze interesująco. Historie, które pojawiają się na kolejnych stronach książki, przykuwają uwagę, można śledzić bez większych trudności jak jest tok rozumowania twórcy (czyli jest zrozumiały jako pisarz) i zaskakują przyjemnie rekapitulacją albo pointą. Przykład pierwszy z brzegu można wziąć z wiersza Codzienne wychodzenie z raju, który odkrywając przed nami zwyczajne czynności kobiety i mężczyzny, rekapituluje: o 7 rano biorą na siebie grzechy świata / i wychodzą w nierajską codzienność.

Więcej…

Nowy wiersz

Zaraza

Medico peste

Każde miasto może być Oranem¹.
Na gwizdnięcie szczury, pchły,
i ‒ nieruchome pałeczki yersinia pestis.

W czasie teraźniejszym dziki nietoperz
ocknął się w chińskiej zupie.
Kto zgadnie, komu ładnie z COVID-19?

Nie tańczcie przytuleni. Harlem Shake
w zamian Matteo Panama Dance za szybą,
indywidualne drganie, wirowanie, spazm…
Nie całujcie, nie plujcie,
zostańcie...

Więcej…

Promocje

Peter Handke, Laurat Noblowski 2019, kontrowersyjny ale...

Zauważmy, że Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury za 2019 rok otrzymał Peter Handke. Na uroczystości wręczenia nagród 10 grudnia br. w Sztokholmie siedział po lewej stronie naszej noblistki – Olgi Tokarczuk. O Peterze Handke nasze media mówią niewiele. Brak też polskich tłumaczeń jego książek na rynku księgarskim.

Peter Handke by Anders Wiklund TT via AP

W tym artykule prezentuję duże fragmenty mowy noblowskiej Petera Handke, która ma zupełnie odmienny charakter od pouczającego wykładu naszej noblistki. Podobieństwa można odnaleźć wyłącznie w odwołaniu się O. Tokarczuk i P. Handke do wspomnień matki. One wywarły niezatarty ślad na widzeniu świata i na pisarstwie

Więcej…

Shyhta

czasopismo literackie rzeszowsko-warszawskie pod patronatem Związku Literatów Polskich O/Warszawa